Mieszkam w stolicy Borów Tucholskich. Od jakiegoś czasu koledzy wołają na mnie „Majka”, bo podobno jestem uderzająco podobna do bohaterki z serialu „Pierwsza miłość”. Szkoda, że nie do Kingi – wolę dziewczyny o bardziej wyuzdanej urodzie. I wolę dziewczyny. Faceci też czasem mogą być. Ale dziewczyny są the best! Ona była niewiele starsza ode mnie. Za to o wiele bardziej oblatana życiowo. Z wyglądu wykapana Mucha (wiecie, która to, prawda?). Jak ją pierwszy raz zobaczyłam, nogi się pode mną ugięły i poczułam pulsowanie tu i tam. Jasne, że pozwoliłam się zaciągnąć do jej mieszkania. Nawet nie udawałam, że się waham. Zanim jednak doszło co do czego, Ania (przyjmijmy, że tak ma na imię) jeszcze w windzie przycisnęła mnie do siebie, że aż zabrakło mi tchu, pocałowała w usta i wyszeptała do ucha: – Zastanów się. Jak wezmę cię w obroty, to nie będzie zmiłuj. Jestem naprawdę ostra! A ty musisz być zdecydowana. Poszła przodem, nie oglądając się na mnie. Mimo tej „pogróżki”, posłusznie podreptałam za nią. A gdy tylko weszłam do jej mieszkania, zamknęła drzwi na klucz i zniknęła w głębi ogromnego mieszkania, zostawiając mnie samą. Nieśmiało przeszłam do najbliższego pokoju, usiadłam na skórzanej sofie i wzięłam do ręki czasopismo leżące na stoliku. Ania zjawiła się, jak zniknęła -nagle… W samym ręczniku. Stała na wprost, o pół metra, zakryta od piersi do ud. Nim zdołałam zareagować, jednym gestem zrzuciła z siebie odzienie. I wciąż była tuż – tuż. Pozwoliła mi przez kilka chwil kontemplować duże, piękne piersi z idealnie okrągłymi brodawkami i sutkami wielkości dojrzałych wiśni, płaski brzuch, krągłe, kobiece biodra, no i łono – cudownie gładkie, wygolone, o wydatnych bordowych „płatkach”. Tym, co mnie najbardziej fascynuje w kobiecym ciele, jest to, co mamy między udami. I tę wspaniałość miałam przed sobą, na wyciągnięcie ręki, a nawet bliżej. Ania najpierw pozwoliła mi nasycić sobą wzrok, a następnie, jakby nigdy nic, klapnęła obok na sofę, rozkraczając się hojnie. Rozchyliła palcami wargi sromowe, chyba po to, żebym mogła sobie popatrzeć na to tajemnicze, soczyste wnętrze. Spojrzała z uśmiechem w moje oczy. – Chcesz posmakować mojej brzoskwinki? Byłam zmieszana na maksa. Ale jeszcze bardziej… sexualnie podniecona. Miałam wrażenie, że za chwilę moja „ekscytacja” wyleje się ze mnie na tę wspaniałą skórzaną sofę. – A może wolisz czereśnie? Na stole stała misa z dorodnymi czereśniami. Ania sięgnęła po jedną i wsadziła sobie do cipki. Owoc zniknął w jej wnętrzu. – Proszę, częstuj się – powiedziała. Siedziałam zbaraniała, gapiąc się na jej apetyczny srom i bałam się ruszyć. Tak bardzo pragnęłam pójść za głosem pożądania, a jednocześnie wstydziłam się. – Nie, to nie – powiedziała nadąsana Ania i zsunęła uda. Wstała i wyszła z pokoju (razem z czereśnią!). A ja siedziałam zrozpaczona. Chciałam krzyknąć, że pragnę tego, co ona, ale się boję, nie wiem jak zacząć, żeby mi pomogła… Wróciła ubrana i oficjalna. Wiedziałam, że tracę coś, czego pragnę najbardziej. Postanowiłam działać – wbrew swemu wstydowi, lękowi. – Mogę skorzystać z toalety? – zapytałam. – Oczywiście – odpowiedziała chłodno. Po dwóch minutach wchodziłam ponownie do pokoju, zaś serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Ania stała odwrócona tyłem i nie od razu zarejestrowała mój powrót. Gdy mnie zobaczyła, przez kilka sekund była autentycznie zdumiona. Ale potem jej twarz rozpogodził delikatny uśmiech, ja zaś spuściłam oczy i wyszeptałam. – Też tego pragnę… ale nie umiem… Stałam przed nią z opuszczonym wzrokiem, naga i bosa. Bałam się spojrzeć jej w twarz. Ona zaś bawiła się moim zmieszaniem, nie odzywając się i nie czyniąc żadnego gestu. Czułam na sobie jej wzrok – zuchwały, triumfujący. W końcu podeszła i, dotykając mojej brody, zmusiła, żebym spojrzała w jej ciemne, piękne, prowokujące oczy. – Teraz to będziesz musiała zasłużyć na moje względy… Ubierz się – i lekko wypchnęła mnie z pokoju. Płonęłam ze wstydu. Czułam się głupio, jak ostatnia sexualna kretynka. Gdy weszłam po raz trzeci do pokoju, już ubrana i gotowa do wyjścia, chciało mi się płakać, bo Ania nie zwracała na mnie uwagi. – Cześć – powiedziałam i skierowałam się do wyjścia. – Zaczekaj – usłyszałam. Przystanęłam, nie odwracając się. Ania stanęła tuż za moimi plecami. Czułam na szyi jej ciepły oddech. – Wieczorami lubię rozmawiać przez telefon. A dziś wieczorem chcę słyszeć jak się zabawiasz, myśląc o mnie. Postaraj się, żeby mi się podobało. A jak będzie okej, zapraszam jutro na czereśnie. Szłam ulicą i uśmiechałam się do siebie. „Spokojna głowa, moja piękna Mucho, dam Ci taki show, że jutro pozwolisz mi zjeść całą miskę tych twoich czereśni… w brzoskwince”. A tak swoją drogą, ciekawe, jak się spaceruje z czereśnią w…